fbpx

Szachy mocarstw na cypryjskich wodach

Odkąd Cypr został podzielony w 1974 r. Turcja zarówno za pomocą Cypru Północnego, jak i swoich oddziałów na wyspie próbuje co jakiś czas wzmocnić swoją aktywność w regionie. Czasem jest to coś w rodzaju demonstracji, jak przeloty samolotów na Nikozją, lecz w tym wypadku chodzi o coś więcej. Złoża naturalne, które zwłaszcza w epoce kryzysu, są co tu dużo mówić, na wagę złota. Nic więc dziwnego, że Turcja wielokrotnie łamie granicę wyłącznej strefy ekonomicznej Republiki Cypryjskiej. Jednak w tym wszystkim są i inni gracze.

W wywiadzie udzielonym dla jednego z mediów francuska minister obrony Florence Parly zapowiedziała dalszą współpracę między Republiką Francuską, Unią Europejską a grecką częścią wyspy w sprawie nielegalnych odwiertów ze strony tureckiej.

„Nie ignorujemy działań Turcji w wyłącznej strefie ekonomicznej Cypru. Zaproponowaliśmy i wsparliśmy sankcje dla osób i organizacji, które wspierają te działania. Będziemy dalej współpracować, a Francja dalej będzie aktywnie działać w regionie” – zapowiadała.

Czy jednak to jest tak, że Francja, jak i Unia „opiekuje się” małym europejskim bratem? W sumie – i tak, i nie. Można nawet powiedzieć, że jedno z drugim się wiąże. Republika Cypryjska jest uznawana na świecie, jest członkiem Unii Europejskiej, więc logiczne, że z dyplomatycznego punktu widzenia wsparcie jest konieczne. Sprawa ma jednak drugie dno. Miejsce nielegalnych odwiertów jest już bowiem zajęte. Licencje wydano przedstawicielom firm zachodnich takich jak Total czy Eni. Nic więc dziwnego, że zarówno Francuzi, jak i Brytyjczycy czy Amerykanie z niepokojem będą patrzeć i grozić paluszkiem na forum międzynarodowym.

Jednak, patrząc na to obiektywnie, na tym się niestety zakończy. Co prawda zdarzały się różne incydenty, jak na przykład w zeszłym miesiącu, gdy francuski okręt działający w ramach operacji NATO miał „sprzeczkę” z turecką jednostką. Skończyło się jednak na słownych przepychankach.

Zachód jednak przede wszystkim patrzy na Libię, która jest pod coraz silniejszymi wpływami Ankary, zarówno militarnym, jak i przede wszystkim, ekonomicznym. Te działania budzą spory niepokój zainteresowanych stron, nic więc dziwnego, że Cypr traktują jako ważny element polityki zagranicznej. Także, jeśli ktoś się martwi, że w najbliższym czasie Turcja wpadnie z „wizytą” (bo takie głosy ostatnio chodzą po różnych portalach) to nie ma się czego martwić. Jednak jeśli ktoś myśli, że Zachód walnie pięścią w stół, to też się zawiedzie.

Zostanie po staremu. Zachód i Cypr będą robić swoje a Turcja swoje. Niczym Kargul i Pawlak podchodzący do płota.

Tym bardziej że Turcja ma swoje problemy. Pomijając to, jak kryzys uderzył w turecką gospodarkę, po kątach mówi się o tym, że cypryjskim Turkom coraz bardziej nie podoba się aż taka swoboda w działaniach Ankary. Co gorsza, dla ichniejszych wpływów, głosy krytyki są coraz głośniejsze, a takie akty solidarności jak wspólne gaszenie pożarów na północy pokazują, że we władzach Cypru Północnego powoli zmienia się kurs. Nikt jednak nie wie, jak zachowają się tureckie władze.

Jedno jest pewne. Morze Śródziemne to szachownica, są królowie, są królowe, a Cypr jest tylko pionkiem. Choć ma potencjał na coś więcej. Ot, polityka.


Zostaw swój komentarz:

Więcej w tym temacie:


error: UWAGA: Zakaz kopiowania!