fbpx

Prawdziwa historia pewnej rekrutacji (część 2)

[dropcap]P[/dropcap]ani Justyna choć Polka, nie wita się z kandydatką po polsku pomimo tego, że język polski w pracy jest wymagany. Pan Pantelis ignoruje JASAS Pani Urszuli, tak jakby kompletnie zapomniał skąd pochodzi.

O.K. Mówimy po angielsku. Pan Pantelis zadaje kilka pytań a następnie przypomina sobie po co ta Urszula tu w ogóle przyszła? Na jakie stanowisko Pani aplikuje?

Nie, nie. Nie asystentka. To musi być business developer. Komisja rekrutacyjna decyduje że to jest to! Urszula dębieje i siedzi jak na tureckim kazaniu.

Czy oni są przygotowani? Czy przeznaczyli choć dwie minuty żeby przeczytać moje CV? Kompletne nieporozumienie.

Co Pani wie o naszej firmie?

Urszula przeczytała kilka słów na ten temat. Odpowiada. Chyba tym się zajmują bo nie wyglądają na zdziwionych.

Następnie Pantelis przekazuje pałeczkę Pani Justynie. Tutaj pełen profesjonalizm.

Czy jest Pani gotowa na przeprowadzkę do Limassol? Of course not? Pensja 950-1200 z czynszem 800? Jasne! Kolejne pytanie też profesjonalnie.

Jak Pani sobie wyobraża zjawiać się na meetingach? Pytanie zabrzmiało tak jakby jazda autem była karana wyrokiem śmierci!

Urszula chce wyjść. Cieszy się że ta beznadzieja już ma się ku końcowi. Nie ma żadnych pytań. Nic już nie chce wiedzieć. Pan Pantelis się nie poddaje. Deklamuje regułki i wymienia kraje w których firma ma filie, a aparat korekcyjny na jego zębach sprawia że Urszuli coraz bardziej kręci się w głowie.

Najzabawniejsze z tej całej historii jest jeszcze jedno pytanie Pantelisa: Jak wyobraża Pani sobie idealnego szefa? Kiedy Urszula podkreśliła JASNE WYDAWANIE POLECEŃ, Justyna i Pantelis spojrzeli po sobie i roześmiali się.

Tak moi drodzy rekruterzy. Śmiechu warte. Tak jak wasz profesjonalizm.

Pozdrowienia od Urszuli.


Zostaw swój komentarz:

Więcej w tym temacie:


error: UWAGA: Zakaz kopiowania!