fbpx

Powrót do “normalności”

Wiecie co jest śmieszne? Pojęcie normalności. No bo z jednej strony jak możemy powiedzieć, że normalnym jest powrót przed konkretną godziną, bo inaczej zły pan policjant wypisze nam mandat? Czy czymś zwyczajnym jest również obowiązek noszenia maseczki gdziekolwiek, czy to u fryzjera, czy to w restauracji, czy to nawet na ulicy, bo kto wie, może się napatoczy stróż prawa chętny wyrobić mandatową normę? Z drugiej strony wiadome, jest to po prostu konieczne. Dlatego też tym lepiej – i w sumie bardziej naiwnie – jest widzieć normalność w tak przyziemnych rzeczach jak pójście do fryzjera czy do kawiarni, móc sobie usiąść i wyglądać jak człowiek. Czy też żyć jak człowiek.

Chodząc dziś po ulicach Pafos czy podmiejskich mieścinek widziałem dwa obrazy. Z jednej strony restauracje, które się zamknęły i otworzą nie prędko. Czemu? Właściciele mówią wprost – nie opłaca im się. Po co mają znowu ładować pieniądze w dostawy, reklamę, doprowadzenie biznesów do porządku jak za kilka tygodni (a może nawet i szybciej) znowu każą zamykać wszystko na cztery spusty. No tak, głosy ze struktur rządowych mówią iż zamknięcie Pafos było błędem. Kto jednak zapewni, że błąd ten się nie powtórzy? No nikt. A portfele wielu właścicieli mogą tego po prostu nie przetrwać. Tym bardziej, gdy większość pamięta ostatni kryzys (choć umówmy się w dzisiejszych czasach konkretniej jest mówić o małych przerwach między kryzysami), nie ma się co dziwić strachowi.

Z drugiej strony widzę te minilokale i knajpy ze stałymi klientami, które mimo wszystko się otwierają. Widzę tych ludzi, którzy chociaż na chwilę chcą zapomnieć o tym co ich otacza. W sumie jednak czy mam prawo się im dziwić? Każdy chce od tego całego zgiełku odpocząć. Pamiętam sam siebie kiedy ten cały bajzel się rozpoczął. Dzień w dzień śledzenie danych ze świata, oglądanie jak media po prostu sieją panikę ku swojej uciesze, bo przecież słupki oglądalności rosną, a ja byłem tym lekko zafascynowany. Wiadomo, nowe i nieznane. Teraz jednak na dźwięk tego słowa dostaję bólu głowy i wymiotów, dlatego nawet jak widzicie już go nie używam. To coś natrętnego jak mucha czy ta upierdliwa wiertarka u sąsiada. Wkurza się, nie możesz nic w sumie z tym zrobić, dlatego przechodzisz nad tym do porządku dziennego. Dlatego też czytając na różnych forach głosy potępienia – „Czy oni są mądrzy!? Jak mogą tak z marszu iść do knajp” odpowiadam, nie ma się co dziwić. Każdy chce wrócić do normalnego życia. Jak może.

Oczywiście, że trochę dramatyzuję, bo to lepiej wzbudza emocje i zmusza do myślenia niż jakieś puste frazesy i słupki, które mało kto rozumie, a ja sam wywnioskuję z nich może 5% treści. Chyba więc lepiej dla Was jako czytelników i dla mnie jako kogoś kto pisze coś od siebie wszystko nakreślić z mojej perspektywy. To jest właśnie ten moment kiedy każdy z Was może określić to co widzi, to całe „rozluźnienie” ze swojego punktu widzenia. Różne wizje, różne wnioski i a tak każdy będzie miał rację. Przecież się inaczej podchodzi do tego w Larnace, Nikozji, Limassol czy Pafos.

Gdy w mediach pojawiły się informacje o zakupionych szczepionkach i o lodówkach właściciele nie mówili o tym czy to słuszne, czy nie, czy nas to uratuje czy wręcz pozabija. Wszyscy pokątnie mówili albo myśleli, co widać po mimice i energii z jaką otwierali te lokale praktycznie z dnia na dzień: „Niech to się wszystko skończy”.

Kiedyś się skończy. A nam pozostaje się cieszyć z małych rzeczy. Tym bardziej teraz, kiedy rzeczy kiedyś normalne i codzienne są wyjątkiem.


Zostaw swój komentarz:

Więcej w tym temacie:

error: UWAGA: Zakaz kopiowania!