Polak Polakowi wynajął mieszkanie...

Polak Polakowi wynajął mieszkanie...

Historia jak z dreszczowca spotkała jedną z naszych czytelniczek.

Pani X wynajmuje niewielkie mieszkanie pod Larnaką. Właścicielem jest jej rodak, Polak, obecnie mieszkający w dalekim zimnym kraju. To pan Y. Pani X wynajmuje mieszkanie od 2017 roku. Regularnie płaci czynsz i wszystkie inne finansowe zobowiązania pokrywa w terminie.

W styczniu tego roku Pani X otrzymała list od Pana Y. Pan Y zawiadamia że następuje natychmiastowe rozwiązanie umowy. A kim Pan Y jest żeby sobie umowy rozwiązywać bez wypowiedzenia? Pan Y jest wyrozumiały i oferuje miesięczne “wydalenie z mieszkania” (pisownia oryginalna z maila – red.). Wydala się kał, drogi panie! Pan żąda żeby mieszkanie było puste 25 lutego. Grozi że utrudnianie będzie równoznaczne z wydaleniem. Gówniana sprawa.

Pani X ignoruje ten dziecinny list. Pan Y nie poddaje się. Wysyła kolejny mail. Zawiadamia, że organizuje otwarte drzwi dla chętnych na wynajem mieszkania. Pani X ma się zabrać z domu na 3 godziny, oddać klucze osobie trzeciej, posprzątać i usunąć swojego kota i psa z domu.

Pani X nie reaguje. Nikt bez jej zgody nie ma prawa wejść do mieszkania. Nikt. Nawet policja. Chyba że istnieje zagrożenie życia lub zdrowia. A jeśli o zdrowie chodzi, Panie Y, jest dobry psychiatra w Nikozji.

Pan Y zaczyna molestować telefonami znajomych pani X. Grozi, że naśle pięciu ludzi żeby wedrzeć się do mieszkania i panią przeprowadzić do kontenera na śmieci.

Pani X zasięga porady prawnej i informuje policję o zdarzeniu. 
Policja dzwoni do Pana Y. Pan zaprzecza że groził, że dzwonił. Jest czysty jak łza. Akurat jest w szpitalu bo rodzi mu się dziecko więc nie ma czasu na takie rzeczy.

Pani X odpowiada na maile pana Y krótko. Informuje kim jest jej prawnik. W odpowiedzi otrzymuje miesięczne wypowiedzenie przygotowane przez prawnika w imieniu pana Y.
Prawnicy rozwiązują spór – Pani X wyprowadzi się jak tylko coś znajdzie. Może to potrwać. Kilka miesięcy. Ale będzie płacić na bieżąco czynsz.
Sprawa załatwiona.

Ale pan Y nie jest zadowolony z poczynań prawników. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Leci na Cypr z przyjacielem. W sprawie wydalenia.
Zaraz po przyjeździe kieruje swoje kroki do zakładu energetycznego i w imieniu pani X próbuje jej odciąć prąd. Niestety prąd przepisany jest na panią X zatem plan się nie powiódł.

Ale pan Y się nie podda – wydalenie nastąpi.
Odcina połączenie internetowe, rozłącza jeden z kabelków na zbiorniku z wodą. Pani nie ma już ciepłej wody. Pan rozłącza połączenie satelitarne. Pan zakręca wodę przy budynku.

Pani dzwoni do operatora sieci internetowej informując o usterce. Ktoś zjawi się jutro.

W tym czasie pan Y pilnuje mieszkania żeby się nie ukradło. Charytatywnie maluje klatkę schodową. Zajmuje mu to 4 dni.

W trakcie gdy technik od internetu przychodzi sprawdzić problem, Pan Y wyrzuca go z budynku. Pan technik wraca kolejnego dnia Pani X ma w końcu swój internet i raport o celowym rozłączeniu połączenia. Przychodzi też elektryk. Tutaj też jasna sprawa. Kabel sam się nie mógł rozłączyć. Jest raport.

Adwokat pani X informuje adwokata pana Y o poczynaniach jego klienta. Pani X nie oskarży pana Y o prześladowanie jeśli pan się uspokoi i da pani żyć do przeprowadzki. Pan adwokat rozumie,  czy pan Y też?

Na Cyprze prawo bardzo chroni wynajmującego. Jeśli okupant mieszkania nie ma chęci się wyprowadzić, nawet gdy przestanie płacić, tylko z nakazem sądu można się go pozbyć. To trwa latami. Wszelkie inne działania utrudniające lokatorowi życie są przestępstwem. Czasem właściciele mieszkań płacą swoim lokatorom za wyprowadzkę. Bo bardziej się im to opłaca.

Sprawy można zawsze załatwić grzecznie ale jeśli ktoś zabawia się w bandziora to prawo obraca się przeciw niemu.

Pan Y myślał że jest bezkarny ponieważ jest jednym z zarządców kompleksu na którym znajduje się mieszkanie. Ma klucze do wszystkich wejść. Zna położenie wszelkich instalacji, ma dostęp do dachów i innych zakamarków. Samowolka. To on ma decydować kto ma prąd a kto nie? Niszczy kable należące do prywatnej firmy?

Pani X wysyła pismo do zarządu kompleksu. Opisuje sprawę i prosi o wskazanie osoby, która remontowała klatkę schodową. Bo pan z sieci internetowej złożył raport z napaści. Otrzymuje odpowiedź od innego zarządcy, który podaje źródło informacji której szuka pani X. Pan Y wie.
Ciekawe czy pan Y odpisze czy poda się do dymisji?

Pan kombinował cały tydzień ale urlop się skończył. Wrócił za siedem gór i mórz i już pewnie knuje nowy plan zamiast rozkoszować się
urodzonemu zaledwie kilkanaście dni temu niemowlęciu i opiekować się wyczerpaną żoną. No cóż. Każdy ma inne priorytety.

Ten tekst nie jest fikcją literacką i wszystkie opisane w nim zdarzenia są prawdziwe i poparte dokumentami będącymi w posiadaniu redakcji.
Inicjały osób zostały zmienione.
Skomentuj