fbpx

Cypr, o jakim nie trzeba wiedzieć, ale w sumie to można (cz. 1)

Kiedy przybyłem na wyspę, nie myślałem, że to będzie aż tak. Myślałem, że to będzie coś jak przygoda, krótki rozdział w historii mojego życia. O Cyprze słyszałem tyle, że była tam wojna, jest podzielony i w sumie tak to sobie trwa. Pierwsze skojarzenie? Morze. Jednak nigdy nie spodziewałbym się, że aż tak wciągnie mnie ten, jak to uroczo nazywam, psychiatryk Europy. Mieszkając już bowiem od prawie dwóch lat, zauważyłem, iż większość ludzi to nie są osoby stabilne czy normalne. W sumie ja też nie i czy to nie jest piękne? Aż prosi się to opisać, co właśnie teraz robię.

Wybaczcie mi formę, ale będzie luźniejsza. Nie oczekujcie dokładnych informacji jak tutaj się żyje, czy też suchych faktów. Po pierwsze jest to nudne, a po drugie zwyczajnie nie jestem autorytetem. O takie rzeczy pytajcie ludzi, którzy są tu osiem czy dziesięć lat i są po prostu w tej kwestii mądrzejsi ode mnie. Ja mogę tylko opisać to, co widzę i dać Wam, tym którzy tu są lub tym, którzy tu przybędą obraz sytuacji. Oczywiście mógłbym się teraz kreować na znawcę całej wyspy, prawa, administracji, i tym podobne, ale wybaczcie. Byłoby to co najmniej śmieszne, a już na pewno głupie. Prawda jest taka, że trzeba uważać na słowa.

Słowa to potęga jak mawiał klasyk. Czy to prawda? Nie wiem, ale o mało się o tym boleśnie nie przekonał mój znajomy. Od razu mówię opowieść z zasłyszenia. Anglik, który zbytnio przesadził z zupą chmielową, dostał przypływu odwagi. To były okolice finału Ligi Mistrzów więc atmosfera klubowa. Ciemna noc, masa ludzi pod wpływem i wiadomo, zabawić się w dentystę nie jeden by chciał. Nie trzeba było długo czekać, by ktoś go zaczepił:
– Komu kibicujesz!? – zapytali.
On tak spojrzał, popatrzył i pomyślał, po czym krzyknął:
– Galatasaray!

Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że to klub ze Stambułu. Reszty się chyba domyślacie.

Ponoć jednak śmiał się z tego, bo momentalnie wytrzeźwiał, nawet w szpitalu w Pafos. Sam podkoloryzował i mówił, że to była bójka, ale świadkowie mi powiedzieli pokątnie. To była egzekucja trzech na jednego. Honorowo? No może i nie, ale chociaż się nauczył. Jednak prawda jest taka, że tu trzeba uważać, co się mówi i jak się mówi. Nie to, że to jakaś dyktatura czy dżungla gdzie rządzi prawo silniejszego, nic z tych rzeczy. Jeśli miałbym personifikować Cypr, to byłby to taki typek na leżaczku. Mimo że świat płonie to popija piwko nad brzegiem morza. Jednak Cypryjczycy potrafią być agresywni, zwłaszcza jak ich zdenerwujesz. Pamiętam po dziś dzień, jak kolega wkręcił mnie, że pewne greckie słowo jest dobre, podczas gdy było bardzo złe. To było parę tygodni, gdy tu przyjechałem, to mnie chyba usprawiedliwia? Raczyłem tym słowem wszystkich, gdy nagle jeden Cypryjczyk do mnie podszedł i zaczął wrzeszczeć. Nie wiem co powiedział, ale będę szczery. Takiego kardio, jakie ja zaliczyłem idąc/biegnąc do domu nie zaliczył jeszcze chyba nikt.

Słowa. To jest to, co powinno nas definiować. Zwłaszcza te dobre, by było po prostu milej. Dzięki temu wyspa jest, jaka jest. Niezwykła, ale też i szalona. Czy jesteś lokalnym, czy turystą pamiętaj, są sprawy, które się porusza i te, które już lepiej przemilczeć. No, chyba że wolisz biegać jak ja – czego nie polecam, jestem kiepskim sportowcem.

No ale w sumie, jak chcecie to tak róbcie, ja będę miał o czym czytać, a potem, o czym pisać.


Zostaw swój komentarz:

Więcej w tym temacie:


error: UWAGA: Zakaz kopiowania!