20 lat w Unii Europejskiej

Dokładnie 20 lat temu weszliśmy do Unii Europejskiej. Okazuje się jednak, że przez Cypr mogło nie dojść do rozszerzenia

20 lat temu weszliśmy do Unii Europejskiej. Wspólnie. I Polska i Cypr. Traktat akcesyjny został podpisany rok wcześniej czyli dokładnie 16 kwietnia 2003 r. w Atenach.

Jak wtedy wyglądał Cypr? Z całą pewnością zupełnie inaczej, podobnie zresztą było z Polską. Tutaj w każdym bądź razie płaciliśmy jeszcze funtami cypryjskimi, których praktycznie nie można było w naszym kraju dostać.

Co ciekawe można je było wymienić na złotówki zaledwie w kilku kantorach w kraju…

Funt cypryjski był potwornie drogi – gdyby go porównywać do dzisiejszej wartości euro kosztowałby 7,42 zł (podczas wprowadzania euro 1 funt przeliczano na 1,71€).

Osoby, które przyjechały tu zaraz po przystąpieniu do Unii pamiętają zapewne koszty kontaktowania się z rodziną i znajomymi w Polsce. Nie było wtedy powszechnego internetu, sieć WiFi praktycznie na Cyprze nie istniała. To co w Polsce już niekiedy było standardem na Cyprze po prostu było nieznane.

Najciekawsze jest jednak to, że do rozszerzenia mogło nigdy nie dojść, i to z powodu Cypru.

Grecja postawiła warunek: nie będzie rozszerzenia wspólnoty jeżeli nie wejdzie do niej Cypr.

Jak powiedział w wywiadzie dla „Faktu” Jose Manuel Barroso, były premier Portugalii i przewodniczący Komisji Europejskiej w latach 2004-2014, Cypr nie mógł zostać członkiem Unii Europejskiej ponieważ jako kraj jest podzielony i jego część jest okupowana przez Turcję.

Problem jednak rozwiązano przyjmując do wspólnoty całe terytorium wyspy z zawieszeniem w członkostwie terenów okupowanych i uchwalając unijne rozporządzenia w sprawie zielonej linii, które regulują przepływ osób i towarów między obiema stronami Cypru.

Odpowiednie przepisy weszły w życie dopiero na 2 dni przed formalnym wstąpieniem Cypru do Unii.


Zostaw swój komentarz:
[itfruit_adrotate_by_category]

Discover more from Cypr24

Subscribe now to keep reading and get access to the full archive.

Continue reading